Witaj na stronie projektu tranzycja.pl!

Niezależnie od tego czy jesteś osobą trans, próbujesz zrozumieć swoją płeć, czy wspierającą; pracownikiem służb publicznych, urzędnikiem, nauczycielem albo osobą szukającą materiałów do pracy naukowej, znajdziesz tutaj wiele pomocnych informacji: w postaci artykułów, poradników i odniesień do innych źródeł.

Celem tej strony jest zbieranie wszelkiej wiedzy związanej z transpłciowością: od tranzycji, poprzez transpłciową codzienność, po informacje z zakresu historii czy kultury. Zapraszamy do czerpania oraz dzielenia się swoimi doświadczeniami. Dzięki temu cała społeczność zyskuje :)

Projekt realizowany jest przy wsparciu Stowarzyszenia Grupa Stonewall.

Krok po kroku

Zobacz wszystkie

Publikacje

Więcej publikacji

Aktualności

Więcej aktualności

5 sty 2022

Co oznaczają zmiany w klasyfikowaniu transpłciowości w ICD-11?

Jedenasta rewizja Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych (ICD-11) zaczęła obowiązywać od 1 stycznia 2022 r. O tej wiadomości mogliście już słyszeć na grupach, czy fanpage'ach związanych z transpłciowością, a to ze względu na zmiany dotyczące klasyfikowania transpłciowości. Wokół tej zmiany narosło jednak trochę błędnych informacji, czasami zbyt optymistycznych, czasami zbyt pesymistycznych. W tym poście odpowiemy na najczęściej spotykane wątpliwości w temacie.

Krótkie przypomnienie co nowego wprowadza klasyfikacja ICD-11 w zakresie transpłciowości:

  • proponuje nową jednostkę diagnostyczną „niezgodność płciową” (ang. gender incongruence), która zostaje przyporządkowana nowej klasie zagadnień, a mianowicie „problemom związanym ze zdrowiem seksualnym” (ang. Conditions related to sexual health);
  • „niezgodność płciową” zdefiniowano jako utrzymującą się wyraźną niezgodność między doświadczaną przez osobę płcią oraz płcią przypisaną; jednocześnie zaznaczono, że podstawą do postawienia tej diagnozy nie mogą być same tylko różnorodne płciowo zachowania i preferencje;
  • co najważniejsze, umiejscawia stan ten poza obszarem psychiatrii, prowadząc do częściowej depatologizacji zjawiska transpłciowości. Sama transpłciowość przestaje być czymkolwiek patologicznym, po uzgodnieniu płci w toku tranzycji medycznej i/lub społecznej niezgodność płciowa ulega wyleczeniu;
  • w nowej jednostce rezygnuje się również z kryterium diagnostycznego jakim jest odczuwanie cierpienia oraz dezorganizacja funkcjonowania – zamiast tego rozpoznaje się stan uporczywej niezgodności, który może być złagodzony przez podejmowane interwencje;
  • w związku z powyższymi usunięte zostaje pojęcie „transseksualizmu”.

Pytania i odpowiedzi dot. wprowadzenia ICD-11 w Polsce

Czy oznacza to, że od tej pory F64.0 z ICD-10 przestanie być diagnozowane?

Nie, bo choć ICD-11 jest już używane przez WHO, to wszystkie kraje członkowskie, w tym Polska, mają 5-letni okres przejściowy na jej wprowadzenie.

Co to oznacza?

Znaczy to tyle, że krajowy system informacji musi być przygotowany na wprowadzenie nowej klasyfikacji. Cały proces obejmuje nie tylko samo tłumaczenie dokumentu, ale także jego odpowiednią weryfikacje i akceptację przez ekspertów oraz konsultantów krajowych i w końcu przeprowadzenie warsztatów i szkoleń przygotowujących specjalistów do jej poprawnego używania.

Zgodnie z zapowiedziami Ministerstwa Zdrowia cały proces ma zakończyć się w czerwcu 2023 r. Realnie oznacza to, że do tego czasu rozpoznania z klasyfikacji ICD-11 nie mogą być wpisywane do systemu, a co za tym idzie przykładowo nie można na ich podstawie wystawić recepty czy przyjąć kogoś do szpitala.

Czy kiedy ICD-11 wejdzie w życie w Polsce, to stare diagnozy przestaną być aktualne i trzeba będzie stawiać nowe?

Dokładne informacje w tym obszarze uzyskamy bliżej implementacji ICD-11, jednakże nie ma co się obawiać powtarzania procesu diagnostycznego, czy podobnych problemów. Wszyscy specjaliści zajmujący się tranzycją będą zdawali sobie sprawę z tego, że nowy kod odpowiada staremu F64.

Czy kiedy ICD-11 wejdzie w życie w Polsce, to diagnoza z ICD-10 może przeszkodzić w procesie o zmianę oznaczenia płci w dokumentach?

Nie powinna. Dokumentacja medyczna będzie nadal ważna, zmiana klasyfikacji ma przede wszystkim przełożenie na kody oraz kryteria diagnostyczne.

Czy z racji umieszczenia "gender incongruence" w dziale innym niż zaburzenia psychiczne, istnieje możliwość wycofania leczenia transpłciowości z ubezpieczenia?

Żadne operacje, czy zabiegi związane stricte z tranzycją medyczną nie są w Polsce refundowane. Jeśli cokolwiek podpada pod refundację, to ze względu na osoby cis (wyjątkiem jest tutaj refundacja części leków używanych w feminizującej terapii hormonalnej, które jako jedyne są refundowane z tytułu F.64). Tak samo fakt, że część tranzycji można przejść na NFZ nie wynika z istnienia jakiegokolwiek przepisu dotyczącego konkretnie F64, ale generalnego ubezpieczenia wizyt u seksuologów, czy endokrynologów. Nawet gdyby tranzycja medyczna podlegała pod ubezpieczenie, to zmiany w ICD-11 i tak nie miałyby na to większego wpływu, gdyż refundacja i ubezpieczenie to wewnętrzne sprawy każdego kraju. O tych kwestiach decyduje w Polsce Ministerstwo Zdrowia oraz NFZ.

Jakie przełożenie ICD-11 ma na proces diagnostyczny?

Niestety dosyć małe. Lekarze zajmujący się tranzycją w Polsce już znacznie wcześniej powinni byli dostosowywać swoją praktykę do zmieniających się trendów - najnowsze zmiany w ICD-11 są przecież owocem przesunięcia w podejściu do osób transpłciowych odbywającego się już od ponad kilkunastu lat. Wszystkie osoby przechodzące przez tranzycję medyczną w Polsce wiedzą jednak, że rozdźwięk między najnowszymi wytycznymi i standardami, a polską praktyką, jest bardzo duży. Choć zmiany w ICD-11 długofalowo mogą mieć pewien wpływ na podejście lekarzy, szczególnie tych dopiero wchodzących w obszar leczenia dysforii płciowej, to same w sobie nie są w stanie znacząco odmienić oblicza polskiej praktyki seksuologicznej.

Co myślimy o zmianach w ICD-11 jako zespół?

Zmiany są na plus i stanowią pewien krok w kierunku depsychopatologizacji transpłciowości. Seksuologia w swojej historii wyrządziła osobom trans niepisane krzywdy i cieszymy się, że wycofuje się (ślimaczym tempem) ze swoich katastrofalnych pomyłek. Na uwagę zasługuje także mniej binarny język oraz akceptację pragnień pacjenta co do zakresu podejmowanej tranzycji. Z drugiej strony nasza satysfakcja jest bardzo ograniczona: koniec końców to praktyka lekarska decyduje o patologizacji i medykalizacji zjawiska transpłciowości, a nie kryteria, deklaracje, czy wytyczne. Zmiany w klasyfikacjach mogą mieć niebagatelne znaczenie symboliczne, ale nie muszą wcale mieć bezpośredniego przełożenia na implementację praktyk medycznych stawiających osoby trans i ich autonomię cielesną w swoim centrum. Zamierzamy nadal kontynuować nasze wysiłki w obszarze edukowania osób trans i lekarzy.

Pytania i odpowiedzi

Język

Dlaczego nie mówimy "zmiana płci"?

Słowo „płeć", jak wiele innych, w zależności od kontekstu może mieć różne znaczenia. Mamy płeć kulturową, ale mamy też biologiczną, a ona sama składa się z wielu elementów: od kariotypu, poprzez fenotyp po płeć odczuwaną: tożsamość płciową. To właśnie tę ostatnią na ogół mamy na myśli mówiąc „jakiej ktoś jest płci".

W procesie tranzycji dopasowujemy nasze ciało, dokumenty itd. do właśnie płci odczuwanej, która się nie zmienia. A określenie „zmiana płci" sugeruje natomiast coś przeciwnego. Dlatego więc nie posługujemy się określeniem „zmiana płci" — bo płeć [odczuwana] pozostaje bez zmian. Na proces zmian zachodzących w naszym ciele, dokumentach czy społecznie natomiast zbiorczo mówimy tranzycja.

Transpłciowość czy transseksualizm?

Określenie „transseksualizm" uznawane jest za przestarzałe, medykalizujące, a w wielu sytuacjach zwyczajnie nieuprzejme. Zdecydowanie bezpieczniejszym określeniem jest "transpłciowość", które obejmuje o wiele więcej tożsamości — trudniej więc jest też o pomyłkę. Ostatecznie zawsze należy uszanować prawo do samostanowienia i w miarę możliwości używać takich określeń, jak określa się osoba do której się odnosisz.

Czy osoby cis powinny przedstawiając się i podpisując dodawać swoje zaimki?

Osoby cis (a więc takie, których płeć odczuwana pokrywa się z nadaną) często pytają czy —i kiedy!— powinny przedstawiając się podawać zaimki, a czasem nawet mają wątpliwości czy im wolno, pytając czy nie „zawłaszczają" w ten sposób elementów związanych z byciem trans.

Krótko: jasne, jak najbardziej!

Przedstawianie się zaimkami i pytanie o nie jest (a przynajmniej powinno być) czymś całkowicie normalnym, naturalnym. Rozpowszechniając ten zwyczaj Ty również przyczynisz się do normalizowania go. Zaimki to nie jest element bycia osobą trans czy niebinarną; to część języka polskiego i ma je każdy, choć nie zawsze wszyscy spotykamy się z równym z ich z poszanowaniem.

Warto przy tym także pamiętać, że niektóre osoby trans i niebinarne każdego dnia toczą walkę o swoją tożsamość i bardzo często wolałyby już tego nie musieć robić i po prostu poczuć się w grupie "normalne". Wiele osób trans i niebinarnych widząc, że inne osoby nie przedstawiają się z zaimkami, same również tego nie zrobią, bo czują że już dość odstają od reszty, albo nie czują się dość bezpiecznie aby to zrobić.

Dlatego dodawaj swoje zaimki do podpisu w mailach, bio w social mediach, czy przy przedstawiania się na spotkaniach w nowym gronie — nigdy nie wiesz, czy tym prostym gestem nie wyratujesz kogoś innego z niezręcznej sytuacji, biorąc na moment odrobinę ich "inności" na siebie.

Kiedy lepiej sobie zaimki odpuścić?

Niektóre osoby nie czują na co dzień potrzeby przedstawiania się z zaimkami, ale jeśli wypatrzą w grupie kogoś kto wydaje im się trans, dodają je specjalnie z uwagi na tę osobę - czasem nawet wiedząc jakimi zaimkami ona się posługuje. To nie jest w porządku!

Nikt nie lubi być wyszczególniany w grupie jako „ta osoba trans". Postępując w taki sposób nic nie normalizujesz, za to możesz wprawić kogoś w jeszcze większy dyskomfort — staraj się więc na to uważać.


Nauka

Dlaczego podręczniki szkolne nie mówią o transpłciowości?

Im bardziej podstawowy poziom, tym większe stosuje się uproszczenia. Ponieważ jest dość duża korelacja pomiędzy płcią fenotypową, chromosalną i tożsamością płciową, gdy uczy się podstaw biologii, np. w szkole podstawowej, najłatwiej jest zignorować bardziej skomplikowane przypadki.

Gdy budujesz zamek z piasku na plaży, zwykle nie wliczasz w projekt krzywizny ziemi, ale jeśli będziesz kiedyś pracować w wielkich konstrukcjach, np. budując wielki most, wtedy musisz już się z tym liczyć. Kontynuując tę analogię można dojść do trafnego wniosku, że zaprzeczanie nauce o transpłciowości ma wiele wspólnego z zaprzeczaniem kulistości ziemi. Na pierwszy rzut oka możesz jej nie widzieć, ale to nie znaczy, że naukowcy kłamią.

Czy transpłciowość jest zaraźliwa?

Dokładna geneza transpłciowości nie jest znana - istniejące dane wskazują na to, że jest to wielopłaszczyznowe zjawisko wynikające ze splotu czynników biologicznych, społecznych, kulturowych i psychologicznych. Próba sprowadzenia go do "zaraźliwej mody" jest sprzeczna z doświadczeniami samych osób trans i obecnym stanem wiedzy naukowej. Najczęściej takie argumenty mają na celu bagatelizację transpłciowości i uzasadnienie dla potępianych przez towarzystwa medyczne terapii konwersyjnych mających "leczyć" z transpłciowości. Choć sytuacje, w których osoby transpłciowe wycofują się ze swoich deklaracji dotyczących tożsamości i tranzycji, zdarzają się, to pozostają one bardzo rzadkie, co przeczy charakteryzowaniu transpłciowości jako przejściowej mody.


Detranzycje

Czy detranzycje zdarzają się często?

Naukowcy nie mają wątpliwości, że tranzycja jest skutecznym sposobem leczenia dysforii. Detranzycje zdarzają się niezwyke rzadko, jedynie w około 1% wszystkich przypadków.

Jakie są powody detranzycji?

Badania wykazują, że główne przyczyny detranzycji to naciski rodzica (36%), zbyt trudny proces tranzycji (33%), prześladowanie lub dyskryminacja z powodu bycia osobą transpłciową (31%), trudność ze znalezieniem pracy (29%) oraz presja ze strony innych członków rodziny (26%).

Wśród innych powodów wymieniane są także presja ze strony małżonka lub partnera (18%), pracodawcy (17%), przyjaciół (13%). W ramach transfobicznych wyliczanek detranzycji, poza osobami które zostały zastraszone przez otoczenie do zaprzestania leczenia czy nie miały na nie już środków, bardzo często wliczane są też osoby niebinarne, które przerwały leczenie bo były już usatysfakcjonowane ze zmian, które zaszły w ich organizmie.

Kaj: wideo w temacie detranzycji


Zabiegi

Dlaczego niektóre kliniki wymagają zaprzestania terapii hormonalnej przed zabiegiem?

Feminizująca terapia hormonalna powoduje wzrost krzepliwości krwi, co może przełożyć się na podwyższone ryzyko zakrzepicy żył głębokich, przypadłości szczególnie często przytrafiającej się osobom, które przeszły przez poważną operację chirurgiczną. Ryzyko to dotyczy przede wszystkim osób po 40. roku życia, u osób młodszych odstawienie hormonów nie powinno być obowiązkowe, gdyż nie przekłada się na wzrost ryzyka komplikacji. O zakrzepicy i minimalizacji ryzyka jej wystąpienia można przeczytać w artykule poświęconym feminizującej terapii hormonalnej.

W przypadku maskulinizującej terapii hormonalnej stosowanie testosteronu nie zostało powiązane z jakimkolwiek wzrostem ryzyka wystąpienia zakrzepicy żył głębokich, więc często spotykane oczekiwanie odstawienia testosteronu na tydzień lub dwa przed zabiegiem, nie jest na ten moment uzasadnione przez dane naukowe.

Jednakże w prawdziwym życiu poza terapią hormonalną chirurg musi uwzględnić również wiele innych czynników mogących wpłynąć na powodzenie zabiegu. Ostatecznie zawsze ostatnie słowo ma Twój chirurg i należy stosować się jego zaleceń. Jeśli nie czujesz się do końca komfortowo z jego techniką i podejściem, możesz spróbować u innego.


Terapia hormonalna

Czego terapia hormonalna nie jest w stanie zmienić?

Terapia hormonalna nie zmieni powiązanych z dojrzewaniem zmian szkieletu, jeśli masz więcej niż 18 lat, to takie cechy jak wzrost, kształt szczęki, czy szerokość ramion i bioder, nie ulegną zmianie.

Feminizująca terapia hormonalna nie jest w stanie cofnąć mutacji, ani nie doprowadza do zaniku zarostu. Głos można zmienić przez ćwiczenia u foniatry, a do trwałego usunięcia zarostu konieczne są zabiegi kosmetyczne, takie jak elektroliza lub laser.

Pełna lista efektów dostępna w artykułach o maskulinizującej i feminizującej terapii hormonalnej.

Jak długo trwa terapia hormonalna?

Przeważnie całe życie. Zmiany w cechach płciowych ciała zachodzą przez pierwsze 1-3 lata, ale po tym okresie przerwanie terapii spowoduje odwrócenie tych cech. By organizm utrzymywał męskie/żeńskie cechy płciowe potrzebuje stałych poziomów testosteronu/estradiolu we krwi.

Po usunięciu gonad (jajników lub jąder) możliwe jest zmniejszenie dawki hormonów, gdyż nie będą one już potrzebne do tłumienia produkcji hormonów w organach naszego ciała. Należy jednak uważać na sytuację, w której w organizmie zabraknie jakichkolwiek hormonów płciowych,czy to estradiolu, czy testosteronu: będzie się to wiązać z ryzykiem poważnych problemów zdrowotnych.

Czy terapia hormonalna skraca życie?

Z terapii hormonalnej można spokojnie korzystać całe dekady i dożyć sędziwego wieku. Sama w sobie nie wywoła ona żadnych problemów zdrowotnych, może jednak zmieniać ryzyko chorób związanych z płcią: np. feminizująca terapia hormonalna znacząco podnosi ryzyko zachorowania na raka piersi jednocześnie zmniejszając ryzyko raka prostaty. Tego rodzaju zagrożenia można jednak minimalizować odpowiednią profilaktyką, dokładny opis związku terapii hormonalnej z ryzykiem zachorowania na różne choroby znajdziesz w artykułach o maskulinizującej i feminizującej terapii hormonalnej.

Główne powody, dla których osoby transpłciowe żyją krócej niż ogół populacji, to kwestie niezwiązane z terapią hormonalną: stres mniejszościowy, niezdrowy tryb życia, częstsze korzystanie z używek, wyższy odsetek prób samobójczych, czy rzadsze korzystanie z usług medycznych z racji obawy przed transfobią. Terapia hormonalna może znacząco zmniejszyć dysforię płciową i usprawnić codzienne funkcjonowanie psychospołeczne i tym samym przyczynia się do poprawy we wszystkich wymienionych obszarach.

Czy terapia hormonalna doprowadza do niepłodności?

W przypadku osób korzystających z feminizującej terapii hormonalnej niepłodność wynikająca z nieodwracalnej atrofii jąder może wystąpić przy długotrwałym korzystaniu z hormonów. Nie zawsze będzie miało to miejsce i część osób może pozostać płodna nawet po wielu latach terapii (dlatego nie powinno zaprzestawać się używania antykoncepcji), ale osoby planujące mieć później dzieci powinny rozważyć odłożenie terapii hormonalnej lub zamrożenie spermy przed jej rozpoczęciem (opcja możliwa do zrealizowania tylko w zagranicznych klinikach).

W przypadku osób korzystających z maskulinizującej terapii hormonalnej nawet wieloletnia terapia hormonalna nie zastępuje antykoncepcji i nie uniemożliwia zajścia w ciążę. Przyjmowanie testosteron może jednak doprowadzać do poważnych wad płodu oraz poronienia. Osoby planujące mieć dzieci powinny odstawić testosteron na czas starań o zapłodnienie i samej ciąży. Inną opcją jest również zamrożenie komórek jajowych.

Jakie są najczęstsze błędy lekarzy przy przepisywaniu leków?

Teoretycznie to lekarze powinni dysponować największą wiedzą na temat terapii hormonalnej osób trans. W praktyce nie zawsze ma to miejsce i nagminnie spotyka się przepisywanie przestarzałych leków, łamanie wytycznych towarzystw endokrynologicznych, czy niedostateczne informowanie pacjenta, czy pacjentki o wszystkich możliwościach i problemach. Część z poniżej wypisanych błędów jest na tyle poważna, że oznaczyliśmy je wykrzyknikiem: w przypadku zetknięcia się z lekarzem, który popełnia ten błąd, najlepiej jest udać się do innego endokrynologa, by na nowo ułożył dawkowanie hormonów.

Najczęstsze błędy przy feminizującej terapii hormonalnej:

  • przepisywanie bardzo wysokich dawek octanu cyproteronu (Androcuru). Androcur nie powinien być stosowany w dawkach wyższych niż 10 mg i dłużej niż przez 2 lata, tymczasem nagminnie spotkać można dawki 50-100 mg stosowane przez znacznie dłuższy okres. W takich dawkach Androcur może powodować uszkodzenia wątroby oraz przyczyniać się do rozwoju oponiaka i guzów wytwarzających prolaktynę; [!]
  • przepisywanie flutamidu jako antyandrogenu: zdecydowanie odradza się z racji ryzyka uszkodzeń wątroby; [!]
  • przepisywanie samego blokeru na pierwsze parę miesięcy, bez włączenia estradiolu: bezsensowne, opóźniające zmiany, mogące wywołać przykre efekty uboczne [!]
  • rutynowe przepisywanie finasterydu: w większości przypadków nie będą potrzebne, mogą być stosowane w sytuacji, w której łysienie typu męskiego utrzymuje się pomimo stłumienia poziomu testosteronu we krwi;
  • niesprawdzenie możliwości terapii bez antyandrogenu: część osób może osiągnąć docelowy poziom testosteronu przy samym estradiolu;

Najczęstsze błędy maskulinizującej terapii hormonalnej:

  • niedostosowywanie częstotliwości dawkowania do efektów ubocznych. Zastrzyki powiązane są z wahaniami poziomu testosteronu, które mogą wywoływać nieprzyjemne efekty uboczne takie jak zmęczenie, drażliwość, czy intensywniejszy trądzik. Niestabilność można zmniejszyć przez przejście na częstsze zastrzyki mniejszymi dawkami;
  • przepisywanie danazolu jako antyestrogenu: kompletnie bezsensowne, powiązane z ryzykiem uszkodzeń wątroby; [!]
  • nieomówienie możliwości podskórnego podania testosteronu: łatwiejszego do samodzielnego wykonania i mniej bolesnego;
  • rutynowe przepisywanie finasterydu: powinien być stosowany tylko w przypadku łysienia typu męskiego, nie powinno stosować się go profilaktycznie.

Szczegółowe informacje na temat dawkowania hormonów znajdziesz w naszych artykułach o feminizującej lub maskulinizującej terapii hormonalnej.