Witaj na stronie projektu tranzycja.pl!

Niezależnie od tego czy jesteś osobą trans, próbujesz zrozumieć swoją płeć, czy wspierającą; pracownikiem służb publicznych, urzędnikiem, nauczycielem albo osobą szukającą materiałów do pracy naukowej, znajdziesz tutaj wiele pomocnych informacji: w postaci artykułów, poradników i odniesień do innych źródeł.

Celem tej strony jest zbieranie wszelkiej wiedzy związanej z transpłciowością: od tranzycji, poprzez transpłciową codzienność, po informacje z zakresu historii czy kultury. Zapraszamy do czerpania oraz dzielenia się swoimi doświadczeniami. Dzięki temu cała społeczność zyskuje :)

Projekt realizowany jest przy wsparciu Stowarzyszenia Grupa Stonewall

Krok po kroku

Zobacz wszystkie

Publikacje

Więcej publikacji

Aktualności

Więcej aktualności

1 kwi 2021

Spis powszechny

Na przekór wczorajszemu Dniu Widoczności, dziś rusza Narodowy Spis Powszechny, który usilnie odmawia uznania osób transpłciowych i niebinarnych. Udział w nim jest obowiązkowy, odmowa podlega karze. Niestety, państwo zmusza część osób do podawania nieprawdziwych informacji.

W spisie zastosowany jest binarny podział na płeć - wybieramy między “kobieta” i “mężczyzna”, a nasz wybór jest dodatkowo weryfikowany przy pomocy PESELu. Oznacza to, że:

❌ osoby niebinarne nie mają możliwości wskazania płci pasującej do odczuwanej,

❌ osoby transpłciowe przed prawnym uzgodnieniem płci również są zmuszone skłamać.

GUS zasłania się potrzebą weryfikacji tożsamości, ale to marny argument - dane o płci są zbierane głównie do celów statystycznych, w ten sposób będą po prostu przekłamane. Mamy więc do czynienia z kolejnym przejawem systemowej dyskryminacji osób transpłciowych i niebinarnych. Dyskryminacji, której można było minimalnym wysiłkiem uniknąć.

Jest to szczególnie smutne w kontekście obchodzonego wczoraj święta, bo to nic innego jak systemowe odbieranie nam tej widoczności i wymazywanie nas ze społeczeństwa. Jeśli pomijamy ze statystyk jakąś grupę, to w oczach systemu ona nie istnieje.

Tego typu zabiegi utrudniają szacowanie udziału "niepożądanych" osób w społeczności i ostatecznie umożliwiają przekłamywanie historii, np. poprzez wmawianie nam, że osoby transpłciowe nigdy w naszym społeczeństwie nie istniały i są tylko przelotną "modą".

Mamy nadzieję, że osoby które nie będą w stanie wypełnić ankiety Spisu Powszechnego w zgodzie ze swoim sumieniem, będą mogły liczyć na pomoc organizacji mających w swoim programie wsparcie prawne osób LGBT+, takich jak Kampania Przeciw Homofobii, Grupa Stonewall, Miłość nie wyklucza czy Fundacja Trans-Fuzja.

Pytania i odpowiedzi

Język

Dlaczego nie mówimy "zmiana płci"?

Słowo "płeć", jak wiele innych, w zależności od kontekstu może mieć różne znaczenia. Mamy płeć kulturową, ale mamy też biologiczną, a ona sama składa się z wielu elementów: od kariotypu, poprzez fenotyp po płeć odczuwaną: tożsamość płciową. To właśnie tę ostatnią na ogół mamy na myśli mówiąc "jakiej ktoś jest płci".

W procesie tranzycji dopasowujemy nasze ciało, dokumenty itd. do właśnie płci odczuwanej, która się nie zmienia. A określenie "zmiana płci" sugeruje natomiast coś przeciwnego. Dlatego więc nie posługujemy się określeniem "zmiana płci" - bo płeć [odczuwana] pozostaje bez zmian. Na proces zmian zachodzących w naszym ciele, dokumentach czy społecznie natomiast zbiorczo mówimy tranzycja.

Transpłciowość czy transseksualizm?

Określenie "transseksualizm" uznawane jest za przestarzałe, medykalizujące, a w wielu sytuacjach zwyczajnie nieuprzejme. Zdecydowanie bezpieczniejszym określeniem jest "transpłciowość", które obejmuje o wiele więcej tożsamości - trudniej więc jest też o pomyłkę. Ostatecznie zawsze należy uszanować prawo do samostanowienia i w miarę możliwości używać takich określeń, jak określa się osoba do której się odnosisz.


Nauka

Dlaczego podręczniki szkolne nie mówią o transpłciowości?

Im bardziej podstawowy poziom, tym większe stosuje się uproszczenia. Ponieważ jest dość duża korelacja pomiędzy płcią fenotypową, chromosalną i tożsamością płciową, gdy uczy się podstaw biologii, np. w szkole podstawowej, najłatwiej jest zignorować bardziej skomplikowane przypadki.

Gdy budujesz zamek z piasku na plaży, zwykle nie wliczasz w projekt krzywizny ziemi, ale jeśli będziesz kiedyś pracować w wielkich konstrukcjach, np. budując wielki most, wtedy musisz już się z tym liczyć. Kontynuując tę analogię można dojść do trafnego wniosku, że zaprzeczanie nauce o transpłciowości ma wiele wspólnego z zaprzeczaniem kulistości ziemi. Na pierwszy rzut oka możesz jej nie widzieć, ale to nie znaczy, że naukowcy kłamią.

Czy transpłciowość jest zaraźliwa?

Nie, transpłciowość nie jest w żaden sposób zaraźliwa, natomiast większa wiedza i świadomość istnienia zjawiska z pewnością zwiększa ilość osób samoidentyfikujących się jako trans. Niektóre osoby, a w szczególności zdesperowani rodzice, którzy nie mogą się pogodzić z transpłciowością swojego dziecka, zauważając, że obecność osoby identyfikującej się otwarcie jako osoba transpłciowa w otoczeniu sprawia, że inne osoby też mogą się tak identyfikować, wymyśliło fikcyjną jednostkę chorobową, tzw. "Rapid Onset Gender Dysphoria" ("Nagły Przypadek Dysforii Płciowej"). Jest to klasyczny przykład mylenia przyczyny ze skutkiem. Bez powszechnie dostępnej wiedzy o transpłciowości, mamy w społęczeństwie dokładnie tyle samo osób trans, są jedynie przez to bardziej zagubione - mają trudności ze zrozumieniem siebie, zaakceptowaniem i cierpą z tego powodu.

Co należy zaznaczyć - tzw. ROGD nie zostało nigdy potwierdzone metodą naukową, choć osoby które w nie wierzą mogą twierdzić inaczej, odwołując się do tzw. badania Lisy Littman, które zostało przeprowadzone z pominięciem podstawowych zasad metody naukowej. Nie przeprowadzono żadnych badań na transpłciowych dzieciach, ani nie zadbano o obiektywną próbę respondentów. Zamiast tego wnioski wyciągnięto z kwestionariuszy rozdanych wyłącznie osobom już przekonanym o istnieniu ROGD. Zostało to bardzo dokładnie opisane w eseju Julii Serano oraz omówione w tym wideo. Warto się zainteresować, ponieważ można się z tych materiałów niesamowicie dużo nauczyć o metodach manipulacji jakie stosuje transfobiczne lobby.


Detranzycje

Czy detranzycje zdarzają się często?

Naukowcy nie mają wątpliwości, że tranzycja jest skutecznym sposobem leczenia dysforii. Detranzycje zdarzają się niezwyke rzadko, w zaledwie 8% przypadków. Zaledwie 5% osób detranzycjujących, a więc mniej niż 1% osób które rozpoczęły tranzycję przerywa ją z powodu dojścia do wniosku, że jednak nie jest trans. Aż 62% osób które przerwały tranzycję wkrótce później do niej wraca.

Dlaczego osoby detranzycjonują?

Badania wykazują, że główne przyczyny detranzycji to naciski rodzica (36%), zbyt trudny proces tranzycji (33%), prześladowanie lub dyskryminacja z powodu bycia osobą transpłciową (31%), trudność ze znalezieniem pracy (29%) oraz presja ze strony innych członków rodziny (26%).

Wśród innych powodów wymieniane są także presja ze strony małżonka lub partnera (18%), pracodawcy (17%), przyjaciół (13%). W ramach transfobicznych wyliczanek detranzycji, poza osobami które zostały zastraszone przez otoczenie do zaprzestania leczenia czy nie miały na nie już środków, bardzo często wliczane są też osoby niebinarne, które przerwały leczenie bo były już usatysfakcjonowane ze zmian, które zaszły w ich organizmie.

Kaj: wideo w temacie detranzycji


Zabiegi

Dlaczego niektóre kliniki wymagają zaprzestania terapii hormonalnej przed zabiegiem?

Choć niektórzy chirurdzy z dłuższą praktyką nadal wymagają zaprzestania przyjmowania hormonów na długi czas przed datą zabiegu, nie ma to uzasadnienia w przypadku współczesnej terapii hormonalnej i na szczęście zdarza się już coraz rzadziej. W samych początkach terapii hormonalnej, gdy nie było jeszcze dostępnych bioidentycznych syntetycznych odpowiedników ludzkich hormonów często stosowano hormony pochodzenia zwierzęcego, co wiązało się z różnymi potencjalnymi problemami, takimi jak m.in. zwiększone ryzyko powstawania zakrzepów.

Mając świadomość postępów jakie dokonały się w zakresie terapii hormonalnych i braku realnych wskazań, od lat już kolejni chirurdzy odchodzą od stawiania tego typy wymogów. Wreszcie opublikowane w 2021 roku w Journal of Clinical Endocrinology and Metabolism badanie (DOI: 10.1210/clinem/dgaa966) na próbie prawie 1400 osób nie wykazało zależności terapii hormonalnej z powstawaniem zakrzepów.

Ma to przede wszystkim znaczeni w przypadku terapii tranżeńskiej i hormonów które bardzo szybko znikają z organizmu, np. przyjmowanych w formie tabletek, gdzie nawet tydzień bez hormonów może powodować znaczące zmiany w organizmie. Jeśli natomiast przyjmujesz zatrzyki i chirurg zalega Ci przedłużenie nieco okresu pomiędzy nimi przed zabiegiem, bo doświadczenie mu mówi że to obniża ryzyko krwiaków, to nie ma w takiej sytuacji powodów żeby się nie dostosować. Hormony przyjmowane w formie zastrzyków znikają z organizmu powoli i stopniowo, nie wywoła więc to takiej gwałtownej reakcji jak w przypadku odstawienia tabletek. Ostatecznie zawsze ostatnie słowo ma Twój chirurg i zawsze należy trzymać się jego zaleceń. Jeśli nie czujesz się do konca komfortowo z jego techniką i podejściem, możesz spróbować u innego.